Zaloguj się | Posty (RSS) | Komentarze (RSS)
Home » Cocktails

Zapomniane koktajle – Corpse Reviver #2

Dodane przez Listopad 17, 2010 – 18:47Komentarzy: 20

Gdybym miał wskazać jeden koktajl, który w ostatnim roku zawładnął moim shakerem, postawiłbym na Corpse Reviver #2. Niemała w tym zasługa Teda Haigha i jego książki „Vintage Spirits and Forgoten Cocktails” nad którą spędziłem wiele nieprzespanych nocy. Dr. Cocktail uważany jest zresztą za jedną z osób, które przywróciły Corpse Reviver #2 do życia.

Nazwa Corpse Reviver pochodzi z czasów, kiedy ludzie pijali koktajle głównie wcześnie rano i określa raczej kategorię koktajli niż pojedynczy drink.  W języku polskim tę kategorię określilibyśmy mianem klinów; czyli dawki alkoholu na poprawę samopoczucia po suto zakrapianym dniu poprzednim. Jak podaje Harry Craddock „Takie cztery wypite szybko jeden za drugim ożywiłyby zwłoki”.

Do czasów współczesnych zachowały się przepisy na bodajże cztery różne wersje Corpse Reviver, z czego dwie Harry zawarł w słynnej The Savoy Cocktail Book z 1930 roku. Wersja pierwsza na bazie brandy, wermutu i calvadosu, której z braku tego ostatniego nie miałem jeszcze okazji spróbować i fantastycznie zbalansowana wersja numer dwa: z ginem, Lilletem, likierem pomarańczowym i absyntem.

Zapomniane koktajle - Corpse Reviver No2

The Corpse Reviver  #2

  • 30ml ginu;
  • 30ml Cointreau;
  • 30ml Lillet Blanc (albo jeszcze lepiej Kina Lillet, jeśli ktoś posiada starą butelkę);
  • 30ml świeżego soku cytrynowego;
  • Kilka kropli (5 do 7) absyntu albo pastisu.

Wszystkie składniki należy wstrząsnąć z lodem, przecedzić (przez podwójne sitko) do czarki koktajlowej i udekorować wisienką koktajlową.

W Corpse Reviver #2 wszystko działa jak trzeba. Nie ma tu zbędnego składnika. Każdy element dopasowuje się do układanki, której na imię doskonałość. Sok cytrynowy nadaje świeżości i cierpkości, Cointreau lekko słodkiego posmaku pomarańczy, Lillet wspomaga to notami kwiatowymi a gin wprowadza moc i delikatność. No i absynt, który dodaje niemal niewyczuwalnej anyżowej głębi… ale…

Jest jednak jedno małe “ale”. Aby te wszystkie elementy współgrały ze sobą, należy ostrożnie odmierzać poszczególne składniki. Szczególnie absynt, który bardzo łatwo może zawładnąć smakiem i kompletnie zniszczyć przygotowywany koktajl. A tego ani sobie ani wam nie życzę.

J.W.

p.s. Jako, że ostatnio stałem się szczęśliwym posiadaczem buteleczki Lillet Blanc, wkrótce możecie spodziewać się kolejnych koktajli z jego wykorzystaniem. Już zacząłem przeczesywać internetowe blogi barmańskie. Tymczasem życzę smacznego.

Komentarzy: 20 »

Dodaj komentarz!

Możesz śledzić odpowiedzi dla tego wpisu przez Kanał RSS .Możesz zostawić odpowiedź, lub dodać trackback ze swojej strony.

Dbaj o styl wypowiedzi. Trzymaj sie tematu. Nie spamuj.

*pola wymagane

Linie i paragrafy automatyczne, adres e-mail nigdy nie widoczny. Dozwolony HTML:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Komentarze są moderowane. Spamowanie komentarzy (reklamowanie innych stron, wpisy nie na temat itp.) może spowodować zablokowanie IP komentującego.

Aby dołączyć zdjęcie lub grafikę do swoich komentarzy, zarejestruj się na stronie Gravatar
(twój Gravatar jest obrazkiem, który podąża za Tobą od strony do strony, pojawiając się przy Twoim podpisie, kiedy na przykład komentujesz lub publikujesz wpis).


× pięć = 5