Zaloguj się | Posty (RSS) | Komentarze (RSS)
Home » Zajawki, Zoom

Mały Poncz

Dodane przez Październik 17, 2010 – 20:39Komentarzy: 13

Stało się… zakochałem się; zresztą nie pierwszy raz. Nazywa się La Mauny, pochodzi z Martyniki i pachnie owocami, świeżo ciętą trzciną cukrową i przypawami korzennymi. Zakochałem się ale trzeba przyznać, że moja dziewczyna zaakceptowała mój nowy romans.

top-VieuxLa Mauny to bowiem nie kobieta ale rum. Co więcej rhum agricole, a to specyficzny rodzaj rumu. Produkowany z świeżo wyciskanego soku z trzciny cukrowej a nie z molasy, co zbliża go raczej do brazylijskiej cacachy niż do tradycyjnych rumów. Od cacachy odróżnia go natomiast przebieg procesu destylacji i uwarunkowania prawne nakładane przez francuską izbę kontrolną (AOC). Rhum Agricole jest destylowany (na francuskich antylach) do około 70 procentowej zawartości alkoholu, dzięki czemu zachowuje więcej charakteru trzciny cukrowej. Martynika jest jedynym geograficznym regionem posiadającym uregulowania prawne (podobne do tych jakie posiadają koniaki czy szampany) dotyczące wszelkich etapów produkcji rumu (Appellation d’Origine Contrôlée).

Są one z reguły droższe od zwyczajnych rumów, ale też ich produkcja bardziej limitowana czasowo. Jako, że pierwotnym składnikiem jest świeżo wyciskany sok, do produkcji używa się tylko w pełni dojrzałej trzciny cukrowej – zbieranej pod koniec czerwca po wcześniejszym wypalaniu plantacji.

A w czym La Mauny sprawdza się najlepiej. Oczywiście w fantastycznym Ti’ Punch czyli „małym ponczu”.

Ti’ Punch

  • 50ml rhum agricole;
  • ½ limonki;
  • 15ml syropu trzcinowego; na przykład od La Mauny, ale w przypadku jego braku należy zadowolić się cukrem trzcinowym rozpuszczonym w proporcjach 1:1 z wodą.

IMG_5177Limonkę wycisnąć do szklanki, dodać syrop i rum. Wszystkie składniki dokładnie wymieszać a następnie dodać 2 lub 3 kostki lodu.

Niby tylko trzy składniki, ale to coś naprawdę wyśmienitego. W każdym bądź razie dla mnie. A jak tylko znajdę kolejne godne uwagi przepisy niezwłocznie dam znać.

Dla zainteresowanych La Mauny albo jej siostrami polecam tą stronę

(źródło zdjęcia: www.rhumdemartinique.com)

J.W.

Komentarzy: 13 »

  • DeVIdzEj pisze:

    BŁAGAM.
    „w każdym bądź razie” to błąd! zlepek dwoch zwiazkow frazeologicznych.
    albo w każdym razie albo bądź co bądź.
    dziekuje za uwagę i wybaczcie ze się czepiam – ale PISZECIE o rzeczach ciekawych, wiec robcie to poprawnie ;)

  • Jacek Wojdylo pisze:

    dziękuję i przepraszam…lata na obczyźnie jak widać robią swoje; zresztą w szkole nigdy nie byłem prymasem :)
    błagam nie wspominajcie mojej pani od polskiego… bo będę musiał to napisać sto razy.
    w każdym razie jeszcze raz dziękuję
    …aż miło, że ktoś czyta nas od deski do deski.

  • Lukasz Lubnar pisze:

    hey,
    nie zaznaczyles tylko ze podajesz swoja wersje drina, czyli wlasciwie daiquiri. Wyraznie w obu wersjach jezykowych jest zest, a nie sok z lime.

    1/2 part syrup of cane
    4 parts white rum
    A peel of lime (a we Francuskiej 1 zeste de citron vert)
    1 ice floe.

    Cos w stylu rum on rocks.
    Jakas konkretna firma sprowadza czy dostales na cocktail week?
    pozdro

  • DeVIdzEj pisze:

    siemasz Lukasz, tutaj tez Lukasz :D z BCB ;>

    ale wyedytowac tego bledu juz nie mogles, Jacku?

    i LOL ze nie zauwazylem ze to daiquiri :D

  • Jacek Wojdylo pisze:

    DeVIdzEj może nie zauważyłeś, bo to nie jest daiquiri :)

    tak samo jak nie jest nim caipirinha (choć na upartego można by powiedzieć, że to też tylko rum, limonka i cukier).

    nie wspominając, że nie jest wstrząsany w shakerze/ani blendowany ti’ punch był tradycyjnym drinkiem pitym na francuskich wyspach jeszcze zanim daiquiri otrzymało swoją nazwę.

    jeżeli chodzi o zawartość limonki (i jej soku) to przepisy wahają się od zesta (jak na wspomnianej stronie) do „good squeze of half a lime” (esquire drinks według Davida Wondricha). idea tego drinka polega na niezatraceniu specyficznego smaku rhumu agricole i przepis, który podałem z połówka limonki (może racja, że nie super soczystej) ciągle się jej trzyma.

    nie nazwałbym też ti’ punchu „czymś w stylu rum on the rocks” gdyż nie bardzo do tego określenia pasuje mi obecność w przepisie cukru. zresztą pierwotnie był on serwowany bez lodu ale to z powodu niedostępności tego ostatniego.

    w londynie do dostania w kilku dobrych sklepach a sprowadza go chyba
    InspiritBrands, bo o ile pamiętam na ich stoisku (podczas BarShow) La Mauny udało mi się poznać :) W Polsce pewnie będzie trudno wiec zostają sklepy internetowe… albo wycieczka do Londynu.

    pozdrawiam

  • DeVIdzEj pisze:

    no dobrze – prawie daiquiri, z dużym prawie ;) masz rację :) swoją drogą mieszasz(stirujesz) bez lodu? to może rzeczywiście podawać to bez lodu :>

    wychodzi z tej dyskusji jedno. musismy się wszyscy spotkać i to przedysktuować :D jako że każdy z nas jest w innym kraju, trzeba wybrać jakiś złoty środek Europy i lecimy ;)

    pozdrawiam

  • Lukasz Lubnar pisze:

    hej David, tu tez jestem.
    Trzymam reke na pulsie polskiej sceny barowej. Robi sie coraz ciekawiej. Moze kiedys wroce, aczkolwiek dunskie finanse i piekne kobiety zlapaly mnie za jaja i nie chca puscic.
    @JW – Na pewno zgodze sie ze pito Ti Punch zanim Daiquiri ‚dostalo nazwe’. Ale hehe, pewnie tez nie jako ti punch tylko rum, cukier i lime, co jest logiczne.
    A dalej zeby tak teoretyzowac, nie wiem ktora wyspa wczesniej zaczela produkowac rum wiec nie wiem co bylo pite wczesniej czy daiquiri czy ti punch. Wszystkie moje ksiazki gdzies po swiecie rozsiane (wiekszosc w szkocji).
    Nie lubie tego co robia Francuzi, ich rum agricole, apelacje, zasady, itd. Ogolnie ich nie lubie. Produkt moze i dobry, ale nie lubie ich obnoszenia sie ze wszystkim co robia. To taka moja mala dygresja heh, nie bede sie rozkrecal bo dlugo bym mogl ..

    i ps. oczywiscie rum z lodem podalem jako przyklad prostoty drinka, nie jako pure definicje rum z lodem.
    Nie posiadam jeszcze kopii ‚Punch’ Davida W. (zalamuje rece) bo chetnie bym sie dowiedzial wiecej w tym temacie.
    a w esquire W. podal ze drink pity jako shot, glownie o pianiu koguta.
    prosty drink, zrodzony przez historie(to lubie). tak wlasnie powstaja legendy. nie przez barkeepa, zmieniajacego jeden skladnik i nazywajac to innaczej.
    mam znajomych z francuskich koloni caraibskich wiec sie zapytam jak oni pija.

  • Rafal C. pisze:

    Jeszcze jeden przepis na Ti’ Punch:
    http://www.caribbean-spirits.com/recipes.htm
    Powyższa wersja oprócz rhum agricole, zawiera zest z limonki wycięty razem z miąższem – „a small slice of lime, cut from the side of the lime” , „splash” syropu trzcinowego i całość podawana jest na lodzie. Ten wariant to trochę taki Old Fashioned na bazie rhum agricole.
    Co do spotkania, to może jakieś warsztaty w przyszłości? Fajnie było by się spotkać, podyskutować i pomieszać ;)

  • Lukasz Lubnar pisze:

    osobiscie uwazam ze te drobne roznice nie maja znaczenia rzadnego.
    as long as u enjoy it nie wazne czy to pol skorki czy skorka z flesh czy pol limonki.
    poki potrafisz zbudowac piekna atmosfere wokol drinka i oczarowac goscia you there

  • DeVIdzEj pisze:

    Rafał – dobrze gadasz :D trzeba by jakis mini zlocik fanatykow zrobic. bo na wieksze zloty trzeba czekac rok ;) BCB2011 lub Bar Symposium 2011

  • Jacek Wojdylo pisze:

    na dyskusje połączone z konsumpcją :) jak najbardziej się polecam

  • Jacek Wojdylo pisze:

    co do Francuzów… cały świat to robi (choć tylko oni z rumami) więc czemu nie. zwłaszcza jeśli zapewnia to wyjątkowość produktu.

  • Lukasz Lubnar pisze:

    z tego co sie dowiedzialem u zrodla, wala rum jak najtanszy (generalnie bialy) z ropzuszczonym cukrem zeby troche polepszyc smak, a limonki do smaku, jedni skorka, jedni ‚wycisk’ heh.
    preferowany jako shot.
    moj znajomy porownal to do naszego zwyczaju slodzenia herbaty/kawy ;] tak jak my dajemy cukier do naszej codziennej rozkoszy, tak oni do swojej