Zaloguj się | Posty (RSS) | Komentarze (RSS)
Home » Zoom

Audrey Saunders

Dodane przez Kwiecień 21, 2010 – 16:07Komentarzy: 4

Kiedy jakiś czas temu spotkałem się z Pawłem, żeby pogawędzić o Bar Magazynie, wspomniałem mu o pomyśle poświęcenia kilku artykułów ludziom, którzy odpowiadają za kształt współczesnego koktajlotwórstwa i barmaństwa. Nie jestem pewien czy wspomniałem wtedy o Audrey ale gdyby ta rozmowa odbyła się dzisiaj z pewnością od niej bym zaczął.

Zatem witamy w serii artykułów poświęconych ikonom współczesnej mixologi. Przy odrobinie szczęścia i woli autorów powinny się one pojawiać co jakiś regularny aczkolwiek bliżej nieokreślony  odstęp czasu. Zwłaszcza, że słońce świeci coraz mocniej i lato już tuż za rogiem.

Ale do rzeczy. Na pierwszy ogień ”matka chrzestna nowojorskiej sceny koktajlowej” i właścicielka jednej z koktajlowych oaz, Audrey Saunders.

Audrey-Saunders-PeguAudrey przygodę z barmaństwem zaczynała za barem w Waterfront Ale House, ale kto wie jak potoczyła by się jej kariera gdyby w 1996 roku na swojej drodze nie spotkała jednej z legend współczesnego barmaństwa. Wtedy to, podczas jednodniowego seminarium poznała “Króla Koktajli” Dala DeGroffa i oczarowana jego wykładem zaoferowała mu darmową pomoc w jego projektach w zamian za jego dalsze treningi. Trzy lata później razem ze swoim mentorem otwierała Blackbirda a potem wzięła się za zarządzanie barami w Beacon Restaurant i The Tonic. W tym ostatnim przy boku legendarnego nowojorskiego kucharza Joeya Fortunato. Różnice zdań pomiędzy nimi sprawiły, że Audrey porzuciła The Tonic i skierowała całą swoją wiedzę i pasję w otwarcie (a właściwie odrestaurowanie) Bemelmans Bar w The Carlyle Hotel, który magazyn Forbes umieścił na liście 20 najlepszych barów świata a samą Audrey wśród 10 najlepszych nowojorskich barmanów. Jeszcze dalej poszedł w 2007 roku Playboy wymieniając ją wśród 10 najlepszych amerykańskich barmanów. Artykuły Audrey publikowane były między innymi w The New York Times, The Times, FT, Business Week, GQ, The Wall Street Journal, Wine & Spirits, Wine Spectator, Esquire, The Observer, The Guardian.

W 2005 roku Audrey założyła Pegu Club, czerpiąc nazwę i inspirację od sławnego miejsca spotkań brytyjskich oficerów w Burmie z początku XX wieku. Co serwuje się w Pegu Club? Jak wieść niesie przede wszystkim około 30 różnych ginów bo to ulubiony alkohol na którym pracuje Audrey. Manhattany i Martini serwowane są w małych karafkach na kruszonym lodzie dzięki czemu dłużej zachowują odpowiednią temperaturę. Oprócz tego Fitty-Fitty Martini z taka sama porcja wermutu i ginu oraz kilkoma kroplami orange bittersa, fantastyczne herbaciane Earl Gray MarTEAni, Gin Gin Mule z domowej roboty piwem imbirowym, wspaniałą wariację wszędobylskiego Mojito (Old Cuban) i oczywiście nieco już zapomniane klasyczne Pegu Club. Co więcej na każdym stole znajduje się małe pudełko z sokiem cytrynowym, limonkowym, bittersem i prostym syropem cukrowym więc każdy klient może dostosować swój koktajl do własnych preferencji smakowych.

Audrey przygotowuje Fitty-Fitty Martini

Na dzisiaj to by było na tyle o Audrey, a jak chłopaki pozwolą już na najbliższy weekend trzy koktajle z jej przebogatego portofolio.

Parę słów o idei Pegu Club tutaj.

(źródło zdjęcia: aperitif.no, źródło filmów: youtube.com, blinkx.com)

Komentarzy: 4 »

  • hans kloss pisze:

    Cóż można powiedzieć – klasa. Zmrożone szkło o idealnej pojemności, duże bryły lodu, julep strainer (w Polsce jeszcze nie widziałem żeby go ktoś używał). Zauważcie, że robiąc drink z miętą nie przecedza go przez fine strainer – szkoła Degroffa, który też prawie wogóle go nie używa, bo wg niego pozbawia napoju „napowietrzenia”.

  • W.Grant pisze:

    @hans kloss

    nie czepiając się szczegółów to może dlatego nie widziałeś użycia julep strainera, dlatego że osobiście znam dwa lokale w których używa się szklanic mikserowych.

    a co do używania fine strain. jednak pozostanę przy najważniejszym założeniu – jeśli koktajl ma być podany bez lodu, ew. jest przygotowywany na bazie świeżych owoców, puree niedbalstwem wydaje mi się tylko i wyłącznie odcedzenie lodu.

    • hans kloss pisze:

      Jezeli są to owoce, które zawierają pestki czy kawałki skóry, to się zgadzam. W pozostałych przypadkach, przecedzając przez fine strainer pozbywasz się z miksu „napowietrzenia” – milionów pęcherzyków powietrza wytworzonych podczas shakowania, przez co sam koktajl staje się od razu „flat”. Jakiś czas temu widziałem Degroffa robiącego Southside „straight up”, użył tylko Hawthorna, a kawałki mięty pływały sobie po powierzchni.

      • Kudlaty pisze:

        Pamiętam, że kiedyś Alex Turner z Bacardi Brown podczas jednego ze swoich wykładów stwierdził, że uwielbia Daiquiri z drobinkami cytryny i lodu.

        A co do Audrey to zapomniałem dodać, że jak i ja jest ona również wielbicielką starych, klasycznych szklanek do martini.

Dodaj komentarz!

Możesz śledzić odpowiedzi dla tego wpisu przez Kanał RSS .Możesz zostawić odpowiedź, lub dodać trackback ze swojej strony.

Dbaj o styl wypowiedzi. Trzymaj sie tematu. Nie spamuj.

*pola wymagane

Linie i paragrafy automatyczne, adres e-mail nigdy nie widoczny. Dozwolony HTML:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Komentarze są moderowane. Spamowanie komentarzy (reklamowanie innych stron, wpisy nie na temat itp.) może spowodować zablokowanie IP komentującego.

Aby dołączyć zdjęcie lub grafikę do swoich komentarzy, zarejestruj się na stronie Gravatar
(twój Gravatar jest obrazkiem, który podąża za Tobą od strony do strony, pojawiając się przy Twoim podpisie, kiedy na przykład komentujesz lub publikujesz wpis).


trzy + = 9